<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Wrg przy piamie> 
<author_1=Stefania Grodzieska>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=2>
<date=1951-02-25>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Za lad staa postawna blondyna o dziwnie mi znajomej twarzy.
 Dzie dobry pani  powiedziaam  czy mogabym prosi o piam?  Nie ma. Nic nie ma  rzeka blondyna, ciko wzdychajc.  Ale na wystawie przecie widziaam.
Spojrzaa na mnie wspczujco i kiwajc smutno gow, przyznaa:
 Takie, jak na wystawie, s. Dlaczego nie? Takich jak na wystawie, mog pani da, ile pani sobie yczy. Ale przecie pani i tak tego na siebie nie woy.
 Dlaczego?  Spojrzaa ponuro.  Co, pani chce to woy? Pewnie pani artuje. Albo moe pani si nie przyjrzaa.  Wanie wydawao mi si, e to przyjemny materia.  Przyjemny! Na cierki bardzo przyjemny. Prosz, jeli pani potrzebuje materiau na cierki, to bardzo polecam, niech pani wemie t piam  tryskaa wisielczym humorem blondyna.  W takim razie moe pani ma co lepszego? Wydaje mi si, e gdybym  znajc powiedzmy blondyn od urodzenia i bdc wtajemniczona w jej najintymniejsze sprawy  amaa sobie dugo gow, jak by jej sprawi najwiksz przyjemno, nie mogabym lepiej trafi, ni tym pytaniem.
Smutek pierzch z jej twarzy, oczy zabysny, w cigu sekundy rozkwita jak grzyb po deszczu.
 Co lepszego? Pani pyta, czy mamy co lepszego? Pewnie pani szyldu nie zauwaya, e pani tak pyta. To nie jest prywatny sklep, eby miao by co lepszego, nie! Skd mamy mie co lepszego?  W takim razie poprosz o t piam  powiedziaam, nie przewidujc skutku tego zdania.
Chwilowa pogoda na twarzy blondyny zgasa nagle, jak elektryczno w Zakopanem. Okrg fizjonomi oblk znw welon melancholii.
Przez dug chwil patrzaa na mnie z cichym, beznadziejnym smutkiem, po czym wzruszya ramionami i rzucia na lad piam.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>